'Music defeats time – taką wybraliśmy drogę. Drogę przez spójną wizję budowania czegoś. Czegoś wyjątkowego i oddającego serce. „Dziewiątka” zamyka pewien okres. Okres figur narysowanych w naszych głowach, okres ognia zamkniętego w kropli wody, okres kontrastów, a przede wszystkim ekranizacji zmiany pokolenia.
Gniew, zazdrość, znużenie duchowe. Nie obce nam te grzechy, ale chęć przyszłości zawsze wygrywała. Dotarliśmy do ściany, gdzie kończą się wspomnienia, gdzie kończy się wszystko. Ostatni raz zło i dobro stoczą walkę. Proces został wypełniony, czas go skończyć.'

Niektórzy czekali na to wydarzenie cały rok. Jedno jest pewne: Sunrise to festiwal zupełnie bezkonkurencyjny. Tysiące ludzi obecnych na festiwalowym miasteczku, chłonący każdy dźwięk. W tym roku MDT zaserwowało nam atrakcje rodem z nieba i piekła. Dwie sceny – sceny wody i ognia - YIN i YANG. Uzupełniała je trzecia scena, historyczna, przywołująca wspomnienia, na której gościli m.in. Jean, Peran Van Dijk i 4 Strings. Każdy utwór na tym Stage’u był powrotem do przeszłości, czasu minionego jeszcze „niedawno” wieku XX. MDT zadbało o wyśmienity Line-up, żaden artysta bowiem nie pozwolił nam się nudzić.
Najbardziej obawiano się pogody, jednak pomimo piątkowej ulewy przy końcu imprezy pogoda była wręcz idealna. Nie zabrakło także problemów organizacyjnych. Uczestnicy bardzo narzekali na brak mapek z time-table, co było faktycznie wielkim utrudnieniem. Niemiłym zaskoczeniem było także odwołanie, niemalże w ostatniej chwili występu Erica Prydza, a wcześniej Afrojacka. Fani byli kompletnie zawiedzeni. Jak się okazało, Afrojack zażądał dwukrotnie większej gaży za występ, a Prydz odwiedził w tym czasie Ibizę. Mamy jednak nadzieję, że tak bogaty Line-up choć w połowie zrekompensował brak występów owych panów.
Trudnym zadaniem była obecność w jednym czasie we wszystkich miejscach na raz. Spróbujemy naświetlić Wam choć w niewielkim stopniu obraz SF 2011. Pamiętajcie, to my tworzymy historię.

Atmosferę Sunrise’a czuć było w całym mieście już od rana. Przed godz. 18:00 tłumy ludzi zaczęły zmierzać w stronę kołobrzeskiego amfiteatru. Imprezę na YIN Stage rozpoczęli Sound Players. Już wtedy powierzchnia pod sceną była mocno zapełniona. Nie inaczej było na YANG Stage’u, gdzie od godz. 19:00 imprezę rozgrzewali Wet Fingers. Tłum szalał zarówno na amfiteatrze, jak i drugim main stage’u, zwłaszcza przy utworze „Around the World” Arty’ego, w wykonaniu Sound Players, którzy swój set zakończyli gitarowo-wokalnym live’m „Need to Feel Loved” Reflekt & Delline Bass. Dużą dawkę trance’u zaserwował nam także Skytech. Następny występ należał do duetu Filo&Peri, którzy w porównaniu do Global Gathering w 2010 roku zagrali dość nietypowo, aby nie użyć tu określenia - radiowo (usłyszeliśmy remiksy Katy Pery, Calvina Harris’a czy Fedde le Grand’a). O 21:45 na scenę z „Kiksu” i "Be there 4 U” w remiksie Mat’a Zo wkroczył niezniszczalny duet Kyau&Albert. Do występu Above & Beyond doskonale zagrzał Marcus Schossow, lawirując między dźwiękami Ørjana Nilsena a Swedish House Mafią.
Na parkingu tłum szalał przy Jeanie (scena The History of Sunrise Festival), który zdobył serca dobitnymi, klasycznymi nutami ( „Insomnia”, czy „For an Angel”).
Po Earth Performance przyszedł czas na grupową terapię. Na scenie pojawili się Above & Beyond. Nie trzeba zaznaczać, że ci panowie są absolutnie fantastyczni i zawsze udaje im się zaprosić klubowiczów na ogromną dawkę upliftingowych dźwięków, oczywiście z owocnym skutkiem. Pomimo braku obecności Tony’ego, Paavo I Jono poradzili sobie świetnie doprowadzając publikę do euforii utworami z najnowszego albumu. Publiczność niemalże straciła głos na „Sun & Moon” i „On a Good Day”. Ciekawym rozwiązaniem była możliwość „pisania” przez DJ’ów na konsoli krótkich wiadomości, które ukazywały się na ekranie. Po odśpiewanym tłumnie „Sun &Moon”,Paavo „wysłał” do publiczności wiadomość: „Speakers 0 – Poland 1”. I tak właśnie było. Odnosiło się wrażenie, że fani kompletnie zagłuszyli głośniki. Stanu zupełnego uniesienia dopełniło „Prelude” o 1:45, utwór wręcz epicki, podniosły, kojący.

Po terapii, jaką przeprowadzili z nami Above & Beyond przyszedł czas na kolejny performance. Tancerki w wymyślnych białych strojach pozwoliły odetchnąć fanom przed kolejnym wielkim występem. Z kilkuminutowym opóźnieniem na scenie ujrzeliśmy Dash Berlin. Energiczny set jeszcze bardziej podniósł napięcie. „Man on the Run”, „Till the Sky Falls Down” czy współtworzony z ATB „Apollo Road”, to wszystko na co fani czekali w jego wykonaniu. Dash jak na niego przystało szalał po całej scenie, powodując ze nie można było oderwać wzroku od jego popisów. Niestety podczas jego występu stało się to, czego wszyscy się obawiali, godzinami przypatrując się niebu. Zaczęło padać. Koniec seta Berlina stał pod znakiem konkretnej ulewy. Część osób uciekło pod dachy, ale na szczęście najwytrwalsi zostali do końca, napawając się widokiem kropel deszczu tańczących w świetle sceny. Najciężej miał Arty, który grał już podczas kumulacji rzęsistych opadów. Rozgrzewał jednak publiczność dynamicznym „Around the World” i „Daddy Rock” Sandera Van Doorna.
Pomimo przykrego ulewnego zakończenia piątkowego Sunrise’a, emocje sięgnęły zenitu. A był to dopiero początek.

W sobotę w amfiteatrze było również doskonale. Drugi dzień festiwalu rozpoczął o 18:00 na YIN Stage Diabllo, a na YANG Stage o 19:00 Alan White. Fafaq przeniósł do słonecznej krainy niezapomnianym Fonzerelli „Moonlight Party”, przygotowując klubowiczów do After’a, który zbliżał się wielkimi krokami. W sobotni wieczór widać było dużo większą frekwencję, niż dnia poprzedniego, większość ludzi bowiem przybyła specjalnie na sobotnich artystów. Stało się to na pewno za sprawą m.in. Marcela Woodsa, który jako kolejny nie oszczędził swoich fanów. Pogoda nie zawodziła, choć przemoknięci jeszcze z piątku ludzie przekonywali, że dzisiaj „deszcz im już nie straszny”. Marcel kompletnie zaszalał, głównie hymnem tegorocznego Sunrise’a oraz klasykiem „Advanced”. Po występie Marcela mieliśmy niezwykły zaszczyt podziwiać popisy Red Bull X-Fighters Jam. Tysiące oczu skierowało się tym razem na prawą stronę YIN Stage’a, gdzie „latający cyrk motorowy” podnosił napięcie prezentując wymyślne salta i inne akrobacje zapierające dech w piersiach.

Około godziny 23:30 część osób z obydwu mainstage’ów przeniosła się na parking, aby usłyszeć długo oczekiwany tej nocy duet 4 Strings. Pamięć o przeszłości, wraz z „Take Me Away” niektórych niemalże doprowadziło do łez. Nie można było wyobrazić sobie ulokowania holendrów na żadnej innej scenie. „The History of Sunrise Festival” była kompletnie zapełniona. Po tej dawce wspomnień przyszedł czas na powrót do rzeczywistości. Na YIN Stage’u zagościł Judge Jules. Wszyscy czekali na konkretne „Judgement Saturday” i nie zawiedli się. Judge poczęstował nas Deadmau5’em i Bolierem, podnosząc temperaturę wśród tłumu. Basy pod sceną były tak mocno odczuwalne, że trudno było oddychać. Doskonały dobór utworów i świetna technika - za to podziwiamy Jules’a.
Na koniec pozostało nam dwóch mocnych wykonawców, mowa tu o Jochenie Millerze i Nic’u Chagallu. Jochen zaoferował dużo ze swojego repertuaru: „Troucid”, „Humanoid” i „Brace Yourself”, Nic natomiast, bardzo skupiony, podziałał na zmysły numerami Cosmic Gate „Barra” czy „Between the Rays” Nilsena. Te dwa spójne i energiczne sety przygotowały idealnie do końca sobotniej podróży. W świetle wschodzącego słońca (około godziny 5:00 słońce świeciło już bardzo mocno), drugi dzień amfiteatrowego szaleństwa zakończył Paul Ercossa. Choć podczas jego występu tłum mocno się przeludnił, część fanów została do samego końca wyczekując na Afterparty.

Imprezie afterparty bezapelacyjnie sprzyjała w tym roku pogoda. Już od godziny 6:00 świeciło mocno słońce i nie było mowy o jakichkolwiek opadach. Na plaży pierwsi uczestnicy gromadzili się już od 7:00, jednak z godziny na godzinę tłum się powiększał, zapełniając już całą powierzchnię plaży przy scenie. 10- godzinny after rozkręcali kolejno Vivka, Seb Andre, Loui & Scibi, W, a także Neevald, który nie zaoszczędził klubowiczom szaleństwa przy granym po raz kolejny „Moonlight Party” Fonzerelli. Patrząc na reakcję publiczności można śmiało stwierdzić, że ten utwór na zawsze odbił piętno na duszach klubowiczów. Piętno festiwalu wschodzącego słońca. Stojąc na końcu tego rozentuzjazmowanego tłumu można było powiedzieć, że Sunrise Festival to coś zupełnie ponadczasowego. Po 30 godzinach zabawy jeszcze nikt nie miał dość. Pomimo zakazu kąpieli w morzu (przez wzgląd na bezpieczeństwo) publika świetnie się bawiła. DJ’e zaoferowali bardziej house’owe dźwięki, pozwalając nieco odpocząć tym, którzy poprzednie dwie noce bawili się przy minimum 130 BPM. Wrażenia z tegorocznego aftera - niesamowite. Dziesiątki zagranicznych turystów stojących i patrzących z niedowierzaniem na to, co dzieje się na plaży, widok tysięcy bawiących się w słońcu, piasek, szum morza i…muzyka.
Stanowczo za szybko zakończyły się 3 dni festiwalowego szaleństwa. Ze spokojem mogę stwierdzić, że było to naprawdę coś zupełnie wyjątkowego, coś co przynajmniej raz w życiu trzeba przeżyć. Wygląd sceny YIN – świetny, tak samo nie można nic zarzucić YANG stage’owi czy scenie przy parkingu. Na History of Sunrise Festival słychać było lekkie przebicia z YIN, jednak były położone wybitnie blisko, a przebicia na szczęście rzadkie i do zniesienia. Zabrakło jednak laserów i pirotechniki. Choć wizualizacje otrzymują wielki +, to multikolorowe lasery często uwieńczają dzieła. Nagłośnienie bardzo pozytywnie, z końca scen dźwięk słychać było bardzo czysto. Jak już wcześniej wspomniałam zabrakło map z time table, oraz z informacją o ewakuacji i rozmieszczeniu punktów, panowała ogólna dezorganizacja z miejscami żetonowymi (dopiero w sobotę porozwieszano na budkach szyldy informacyjne). Chwilami odnosiło się wrażenie, że krąży się w kółko próbując znaleźć wejście na scenę. O tyle wejście na YANG nie było wielkim problemem, to przedarcie się na parking było prawdziwym wyzwaniem. Już wcześniej wspomnianą przykrą niespodzianką była nieobecność Prydza i Afrojacka, lecz nie było to winą organizatorów. Na szczęście Jean uratował sytuację wchodząc na miejsce Erica. Trudno wyobrazić sobie inne miejsce na festiwalowe miasteczko Sunrise, niż kołobrzeski amfiteatr. Dobrze rozmieszczone sceny i gastronomia sprawiają, że to miejsce staje się hermetycznie zamkniętą enklawą dla klubowiczów. Zjednoczenie tysięcy, którzy żyją każdym dźwiękiem.

Relację z Sunrise Festival 2011 sporządziła Monika Chmiel + zdjęcia Monika Chmiel oraz rafal_tomasz@wp.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści bez zgody autora ZABRONIONA !!
enTrance 2010 Main Stage vol.7 - Jonas Stenberg - enTrance 2010
enTrance 2010 Main Stage vol.6 - Terry Ferminal pres. Mark Sinclar - enTrance 2010
enTrance 2010 Main Stage vol.5 - Jochen Miller - enTrance 2010
enTrance 2010 Main Stage vol.4 - Rank 1 - enTrance 2010
enTrance 2010 Main Stage vol.3 - Wippenberg - enTrance 2010