O tym, że na kolejnym występie André z serii ATB in Concert w poznańskiej Arenie, pojawią się tysiące fanów wiadomo było już na długo przed koncertem. Stało się to między innymi za sprawą wydania przez artystę nowej płyty p.t „Distant Earth” - 29 kwietnia 2011. Koncert miał być głównie promocją tego świeżo wydanego krążka, ale okazał się być także „powrotem do przeszłości” dla tych, którzy André znają i wielbią od czasów wydania „Movin’ Melodies” w 1999.
Dobrą rozgrzewką był supportujący Josh Gallahan (występujący z ATB już na ATB DJ’5 in The Mix w podkrakowskim Izdebniku 23.01.2010). Pamiętna wizualizacja przy utworze BT w stylu retro, a także progresywne brzmienia zapewniły fanom świetne przygotowanie do występu głównej gwiazdy.

O 23.00 za konsolą zawitał André, rozpoczynając DJ set utworem „Twisted Love”. Usłyszeliśmy wiele klasyków takich jak emocjonalne „Trilogy”. Niestety przy „Feel so alive” pojawiły się pierwsze problemy techniczne ze sprzętem, które szybko opanowano. Mogliśmy na żywo usłyszeć klawisze i perkusję, co było wielkim urozmaiceniem seta.
Kolejną atrakcją był Live Act. Wokal Melissy Loretty i Seana Ryana pozytywnie wszystkich zaskoczył. Utwór z „Distant Earth” p.t „Heartbeat” w wykonaniu Melissy był niesamowicie wzruszający. Niestety podczas występu Seana Ryana, o godz. 00:30 pojawiły się już poważne problemy ze sprzętem. Zawiesił się system w komputerze André. Na szczęście fani przyjęli tą wpadkę z uśmiechem, a sam ATB poradził sobie z sytuacją dobrze. Wziął mikrofon i przemawiał do fanów. Można zaryzykować stwierdzeniem, że pomogło to bardzo Seanowi, który wykonał w tym czasie improwizację a'capella, usłyszeć można było wówczas esencję jego wokalu, który bezwzględnie zachwycił wszystkich. Z klasyków pojawiły się również: „ Let U Go”, „You’re Not Alone” oraz „ I Don’t Wanna Stop”, śpiewane 'na żywo' przez Robertę Harrison. Na koniec zaserwowano nam performance akustyczny Jana Loechela i ATB, który pobudził 'Arenę' do śpiewu: „U2-One Love”.
Live Act był bardzo udany, fani usłyszeli to, co chcieli, czyli wszystko to, co kochają z „No silence”, „Two worlds” i „Addicted to the Music”- wszystkiego po trochu bez schematyczności i monotonii. Wiadomo, że dorobek artysty jest naprawdę znaczny i pięć godzin na zagranie wszystkich „wielkich numerów” byłoby niemożliwe. Każdy jednak znalazł coś dla siebie.
Wielką niespodzianką było pojawienie się Dash Berlin, a prawdziwym szałem „Apollo Road” z nowo wydanej płyty.

Po występach na żywo rozpoczął się drugi DJ set Tannebergera. Ten występ utrzymany był w nieco komercyjnej konwencji. André przemycił na 'mainstage' utwory Katy Perry czy Swedish House Mafii, ale pojawiło się wiele żelaznych szlagierów, mowa tu o Prodigy „Smack my Bitch up” czy Daft Punk i Fragmie, a także formacji indie-rockowej The Killers.
Imprezę zakończył amerykański DJ - Amurai. Niestety większość uczestników opuściła już Arenę, ale wierni fani zostali do końca. Występ zakończył się 10 minut później, niż zapowiadano.

Nagłośnienie na plus, choć basy trochę tłumiły wokale na Live Act’ach, zwłaszcza w przypadku Melissy. Wizualizacje i światła bez zarzutów. Na multikolorowe lasery fani czekali już od wielu eventów. Na dużych ekranach pomiędzy kolumnami scenowymi był obraz z kamery Djskiej, dzięki temu można było obserwować co się dzieje za konsolą, nawet z daleka.
Co można zarzucić ATB? Na pewno świetny kontakt z publicznością, zwłaszcza po zamieszaniu z Mac’iem, częste używanie mikrofonu, pobudzanie tłumu do działania. Pojawiło się mnóstwo sceptyków tej edycji, którzy uważają, że poprzednie były o wiele lepsze, głównie pod względem oprawy i muzyki. Oskarża się także artystę o to, że wypił za dużo, nie radząc sobie z wieloma kwestiami. Opinię pozostawiam Wam. Komentowano także „niepotrzebny” U2-„ One” - choć uważam, że takie wykonania są ważne, dają fanom możliwość przekonania się, że nasi DJe to nie tylko klawiatura komputera i FruityLoops. Podczas tego performancu przypomniało mi się wspólne wykonanie przez fanów na Armin Only 2011 „Burned With Desire”. Uczestnicy tej imprezy na pewno zapamiętają to przez długie lata. Imprezę z serii ATBIC uważam za bardzo udaną. Pomimo kilku wpadek nie ma wątpliwości: ATB to wielka postać na scenie trance, na pewno nie spocznie na laurach i zapewni nam kolejną dawkę wrażeń na ATB In Concert VI.

Relację z ATB In Concert 5 2011 sporządziła Monika Chmiel + zdjęcia Monika Chmiel oraz Paweł Andrzejewski www.hanibal.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści bez zgody autora ZABRONIONA !!
enTrance 2010 Main Stage vol.7 - Jonas Stenberg - enTrance 2010
enTrance 2010 Main Stage vol.6 - Terry Ferminal pres. Mark Sinclar - enTrance 2010
enTrance 2010 Main Stage vol.5 - Jochen Miller - enTrance 2010
enTrance 2010 Main Stage vol.4 - Rank 1 - enTrance 2010
enTrance 2010 Main Stage vol.3 - Wippenberg - enTrance 2010