Trance (ang. trans, uniesienie) – styl muzyki elektronicznej rozwinięty w latach 90. Trance charakteryzuje tempo pomiędzy 130, a 155 BPM, bazuje na rozwiniętej, czasem podniosłej, o charakterze hymnu melodii, rytmicznej linii basowej zwykle wspieranej wyższą, rozwiniętą, dynamiczną linią pomocniczą. Większość utworów charakteryzuje także tzw. breakdown, czyli fragment w środku utworu bez beatów.

A State of Trance (nazywany również ASOT) - cotygodniowy radiowy show prowadzony przez holenderskiego DJ-a Armina van Buurena. Po raz pierwszy audycja ta pojawiła się w marcu 2001 na antenie radia ID&T. Ma charakter ok. dwugodzinnego setu, w którym Armin van Buuren gra najnowsze utwory z gatunku trance. Szacuje się że co tydzień w czwartek (godz. 20.00) audycji tej w radiu DI.FM słucha ok. 30.000.000 internautów na całym świecie.

24.04.2010. Data święta muzyki elektronicznej(choć formalnie przesunięta z powodu żałoby narodowej po śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z 10kwietnia br.),w której po raz kolejny(oprócz corocznego Trance Xplosion)wielbiciele jednego z najpopularniejszych gatunków i jej odmian - TRANCE,jednoczą się tego samego dnia i przeżywają najwspanialsze chwile w swoim życiu,dzięki muzycznym uniesieniom.Przez cały czas można tylko i wyłącznie obcować,w tym jednym i jedynym gatunku muzycznej perswazji.
Armin Van Buuren,Alda Events oraz polska agencja Msm Events,postanowiły stworzyć specjalnie na tą okazję coś,co będzie czymś naprawdę wyjątkowym,w kwestii globalnego wydarzenia na olbrzymią skalę.


A State Of Trance czyli najpopularniejsza i nie tylko coczwartkowa audycja,najpopularniejszego aktualnie DJ-a numer 1 na świecie,miała okazję przeżyć kolejny,wielki jubileusz.Rok temu,w klubach:Niemiec,Wielkiej Brytanii i Holandii,mogliśmy podziwiać na żywo obchody jubileuszu 400wydania tej audycji.Na kwiecień 2010roku wypadło kolejnych 50epizodów więcej i znowu przypadł czas Wielkiego Święta Muzyki Trance.Obchody 450wydania tej audycji obchodziliśmy w 5częściach:3 w Stanach Zjednoczonych,Słowacji oraz tą największą,podsumowującą i zamykającą,która odbywała się w naszym kraju.Miejscem docelowym takich przedsięwzięć jest z reguły wrocławska Hala Stulecia i tak było i tym razem.Podczas 441 epizodu audycji Armina,został podany zagraniczny skład tego wydarzenia,który,jeżeli chodzi o muzykę trance,chyba nigdy nie był tak dobrze obsadzony.Oprócz samego gospodarza - Armina Van Buurena,swoją obecność potwierdzili:Mat Zo(Wielka Brytania),Jorn Van Deynhoven(Holandia),Super8 & Tab(Finlandia),Andy Moor(Wielka Brytania),Markus Schulz(Stany Zjednoczone),Cosmic Gate(Niemcy),Sied Van Riel(Holandia) oraz nasz polski rodzynek,Krzysztof Prętkiewicz a.k.a.Nitrous Oxide.Jak wiemy,z powodów niezależnych od samych organizatorów,z powodu żałoby narodowej,impreza została przeniesiona z pierwotnie ustalonego terminu 10kwietnia,na 2tygodnie póżniej czyli 24kwietnia.Organizatorom udało się pozapinać i zorganizować wszystko tak,by wobec zmiany terminu,całość organizacji eventu została nienaruszona.Udało się to dokładnie w 99%,z jedną zmianą w składzie artystów.Duet Cosmic Gate,który w tym terminie miał pojawić się w Stanach Zjednoczonych,został zastąpiony przez twórcę hymnu A State Of Trance 450,Sebastiana Brandta ze Szwecji.Reszta spraw organizacyjnych pozostała bez zmian tak,jak miało to się odbyć w oficjalnym terminie.
Otwarcie bram Hali Stulecia nastąpiło punktualnie o godzinie 18.00,30minut wcześniej(17.30)otwarta została szatnia,w wielkim namiocie na powietrzu,tuż przed wejściem samym wejściem do stulatki.Koniec tego znamienitego wydarzenia był przewidziany na godzinę 6.00 już niedzielnego poranka.Trance'owy event roku i kolejną,niezapomnianą przygodę życia,czas było zacząć.

Początek i frekwencja w godzinach szczytu otwarcia Hali Stulecia nie wskazywał ogromnego poruszenia.Powoli jednak wrocławski monument z każdą minutą zaczynał się wypełniać.Pierwsza grupa około 100szczęśliwców dostąpiła ogromnego zaszczytu obcowania w centrum występu samych artystów.Specjalnie wydzielona strefa,odznaczona specjalną,białą opaską,tzn."oczko" w miejscu przy samej scenie,dawała nieodparte wrażenia bliskości,nie tylko z całą techniką sceniczną,ale i artyzmem ogromu tego wydarzenia z bardzo,bardzo bliska.

Scena,która grała "na ukos"(jak zawsze),robiła może nie od razu imponujące i piorunujące wrażenie,ale z każdą upływającą minutą,coraz bardziej ukazywała swój kunszt idei pomysłu i artyzmu.Niezliczona ilość LEDów,które wraz z multimedialną opoką tworzyły niebywałą graficznie ścianę,dodatkowo wyposażoną w światła żarowe,które wraz ze stroboskopami,rozświetlały całą powierzchnię Hali Stulecia,robiły czasami nawet osłupiające wrażenie.Do tego trzeba dodać wielokolorowe światła i lasery,a także wyrzutnie ognia,wsparte dużą ilością,niekiedy nawet ruchomej pirotechniki.

Rozwieszone urządzenia ekipy TSE zaspokoiły chyba wszystkich niedowiarków,którzy mogli mieć trochę mieszane uczucia,względem przeniesienia imprezy i jej ewentualnych braków lub zmian w sprzęcie,ale nic takiego nie miało wcale miejsca.Można było nawet uznać,że wszystko jest przygotowane i dopięte na ostatni guzik,lepiej niż na 10kwietnia.Nagłośnienie L'Acoustic tworzyło niebywałą harmonię dżwięku,z którym świetnie współgrały pozostałe efekty manualne i wizualne.Takiego efektu słuchało się z przyjemnością,choć tym razem 3krotnie trochę zawiodło,powodując niemalże o pół tonu małą ciszę.Większość jednak,dosłownie 3/4 Hali Stulecia,nic sobie jednak z tego nie zrobiło,o ile wogóle coś słyszało,będąc w tak znamienitej muzycznej euforii.Cały efekt jakościowy tego przedsięwzięcia,był chyba jedną z najlepszych,dotychczasowych opraw,na polskim evencie,jeżeli nie najlepszą.To samo podkreślali również występujący artyści,tworząc niebywałą,trance'ową obwódkę,obchodów 450 wydania audycji A State Of Trance With Armin Van Buuren.
20.00 - 21.00 Mat Zo(Wielka Brytania)

I tak nastała godzina 20.Zrobiło się cicho,światła zgasły i mieliśmy okazję usłyszeć niesamowite intro,otwierające każdy z epizodów A State Of Trance 450 w każdym z miejsc na kuli ziemskiej,a zamykające ostatnią podróż podczas obchodów tej audycji,u nas w Polsce,której byliśmy na żywo świadkami.Po raz pierwszy na klubowym evencie w naszym kraju,pojawił się ten,który miał okazję i zaszczyt,otworzyć ostatni akt 450 ASOTa - brytyjczyk wielki muzycznym duchem i ciałem,Mat Zo.Choć był to początek,to nikt nie miał zamiaru spędzić tego czasu na spokojnie.Nie dał takiego przeczucia ani przez chwilę sam Mat,który od początku zaintrygował całą Halę Stulecia swoimi najlepszymi progressive'ami.Dla mnie osobiście,nie mogło być przepiękniejszego momentu niż głos Maxi Jazz'a z Faithless,w ich autorskim Not Going Home.....nie jednak w kooperacji z Arminem ani też w oryginale,bardziej natomiast w "tłuściejszej" wersji od samego Erica Prydza.Od pierwszego kawałka było widać,że Mat świetnie czuje się za konsolą,przy tak wspaniałej publiczności i żadna trema nie jest mu straszna.As The Rush Comes od Motorcycle i własna propozycja Near The End skomasowały jeszcze bardziej publikę do tego stopnia,że niektóre osoby bawiąc się już od początku,nuciły a'capella tak im znany vocal i melodię.Chociaż dopiero była godzina zaledwie 20.25,Hala Stulecia była już wtedy dostojnie wyposażona w przybyłych klubowiczów.Od niepamiętnych czasów,o tej godzinie,więcej osób bawiło się i znajdowało na parkiecie niż dopiero co rozgrzewających,przebywających na trybunach.Znaczyło to,że dla ogromnej większości(jeżeli nie wszystkich),była to impreza,przeżycie,na które czekali chyba nawet okrągły rok lub czasami nawet parę lat świetlnych.Nie można również zapomnieć,że od początku pierwszego seta,w ruch ruszyły ze spokojem pierwsze światła i ogromne wizualizacje na całej scenie.Słysząc Deep Down - Josha Gabriela,od razu dało się poczuć nutkę dekadencji,która przeszywała swoim metrum każdą z części ciała,nad którymi ciężko było wogóle zapanować.Ciekawiło mnie,czy choćby na chwilę sympatyczny Anglik pokusi się o jakiś mały choćby break down w drum 'n' basse'owej wersji,z której gdzieniegdzie też był trochę znany.Impreza trance'owa imprezą trance'ową i tego małego smaczku nie dało się usłyszeć,choć myślę,że gdyby Mat zagrał choć godzinę,dwie póżniej,to coś jednak wskutek własnej euforii,dałby sobie przemycić.Wiedząc,że każdy z artystów ma tylko godzinę(sam Armin jako gospodarz 2h)do zaprezentowania się przed szeroką publiką,dostając na sam koniec Lange z zawsze cudownym vocalem Emmy Hewitt - Live Forever,poczułem,że o takim początku marzył chyba każdy,a ja czułem się od razu przenikliwie muzycznie spełniony.Trance z Wysp Brytyjskich ma się niebywale dobrze.Po takim secie Mata Zo,nie byłoby chyba na miejscu osoby,która ze mną by się nie zgodziła w tej kwestii.
21.00 - 22.00 Jorn Van Deynhoven(Holandia)

Godzina 21sza.Dla wielu artysta,,który ostatnimi swoimi produkcyjno-muzycznymi dokonaniami zrobił prawdziwą burzę.Jego ostatnie kawałki i remiksy,słychać można chyba w każdym miejscu i w każdym czasie,o danej porze dnia,a świat muzyki trance podrzuca jemu samemu,co nóż to nowe wyzwania i pomysły - Jorn Van Deynhoven.Charakterystycznie mocny beat,zakrywająca głowę czapka z oddali,mogły zmylić co do repertuaru wchodzącego właśnie artysty.Tylko chyba dlatego jednak,że większość o tej porze,nie spodziewała się tak dobrego i mocnego seta o tej godzinie.3rd Moon - Bliss i parkietowy wymiatacz współpracy Jonasa Stenberga z [/b] duetem W&W[/b] - Alligator Fuckhouse,siały niemalże popłoch na już prawie w całości wypełnionym dance'floorze.Potem zaś było jeszcze lepiej......i piękniej.Nutka,która podbiła mój muzyczny świat trance'u,pod koniec ubiegłego roku......i została w codziennej playliście do dziś.RAM vs. Talla 2XLC feat. Naama Hilman - Between RAMsterdam (Next DJ Mashup Of JvD Remix).Trzeba oczywiście wspomnieć,że dużą robotę i swoje zręczne,manualne zdolności,włożył w ten kawałek polski artysta młodego pokolenia,pochodzący z Poznania - Next Dj.Choć w większym światku może artysta nie za bardzo znany,ale jego mashup'y obiegły już chyba całą,trance'ową Polskę i napewno jakąś dużą część ogarniającego nas muzycznego świata.Cały czas było mocno i konkretnie,w jak najlepszym wydaniu.Przy Emotia - Sequile (Ronny K. Emotion Mix),emocje same dawały znać o sobie,tym nawet,którzy bawili się od samego początku i mieli akurat okazję w tej chwili choć na chwilę odpocząć.Dosłownie niekiedy same linie basowe były tak dokładnie zgrane,że pieściły tak dostojnie uszy,iż można by stanąć dosłownie pod samym głośnikiem,nawet przy takim sowitym i wyważonym nagłośnieniu.Jak tu nie zakochać się w Emmie Hewitt?!Ostatki już drugiego artysty były z nią bardzo związane.Najpierw w Marcus Schössow & Reeves feat. Emma Hewitt - Light (Stoneface & Terminal Dub) oraz(też w wersji dub) Ronski Speed feat. Emma Hewitt pres. Sun Decade - Lasting Light.Jorn,choć na scenie nie podkreślał zbytnio swojego aktywnego wizerunku,to naprawdę całym sercem był zżyty z ogarniającymi go ludżmi,przenosząc w to miejsce jak najlepszą część siebie.Czerwona koszulka z napisem "WrocLove",była napewno jednym ze swoistych podziękowań od tego pana za tą swoistą noc i oczywiście jej ciąg dalszy(po swoim secie również).Jorn Van Deynhoven,nawet o tak wczesnej,dla rozwoju imprezy godzinie,potrafił przekazać to,co miał i ma w tej muzyce najlepszego.Zrobił to oczywiście z jak najlepszym skutkiem.
22.00 - 23.00 Super8 & Tab(Finlandia)

Godzina 22ga.Wtedy mieliśmy mieć okazję zobaczyć i usłyszeć,jedyny(po zamianie Cosmic Gate na Sebastiana Brandta)tej nocy duet.Można powiedzieć,że formalności stało się za dość......a na scenie pojawiła się tylko połowa fińskiego duetu,w osobie blond włosego Taba.Biorąc pod uwagę całą dyskografię tych panów,ciężko byłoby ją przedstawić przez tylko jedną godzinę.Prowadzący swoje 60minut Miika Eloranta,złożył i wygrał wszystko tak,że nie można było mieć do niego żadnych pretensji,a jego set,będzie na długo pamiętać około 10tysięcy osób zgromadzonych tego wieczoru we wrocławskim obiekcie.Czasami aż nie do wiary,że za tym wszystkim stoi wyłącznie jedna i ta sama osoba.O tym,co jakiś czas przypominał nam,sam gospodarz - Armin Van Buuren,który w swoim specjalnie ukrytym i wyważonym niemalże do granic możliwości studiu,pojawiał się na telebimie,znajdującym się nad samą sceną,"informując i przypominając",kto w danej chwili prowadzi przed nami swój sceniczno-muzyczny występ,co wzbudzało niemały szał i aplauz,wobec zgromadzonych.Inaczej nie było również podczas występu Miiki.Raz to jedna produkcja,na przemian z jakimś tłustym,własnym remiksem i tak nie można było stracić uwagi ani chwili muzycznej rozkoszy.Za intro posłużył Super8 & Tab feat. Anton Sonin - Black Is The New Yellow.Potem dała o sobie znać Elektra,w połączeniu z ojczystym Helsinki Scorchin,które potem jeszcze miało swój wydżwięk wraz z Arminem Van Buurenem,w mashup'ie stworzonym przez panów z Above & Beyond.Tab miał w sobie tyle energii,że spokojnie mógł obdzielić nawet tych pozostałych,którzy siedzieli na krzesełkowych miejscach na trybunach.20minut od 22.40,to już absolutny majstersztyk.Usłyszeć po sobie - Rafael Frost - Flashback,Ferry Corsten feat. Betsie Larkin - Made Of Love (Super8 & Tab Remix)[b] oraz [b]Super8 & Tab - Irufushi,to już absolutna poezja tej muzyki,gdzie chyba najlepszy reżyser,nie wymyśliłby bardziej znamienitego scenariusza.Ale co tu się dziwić......wystarczy popatrzeć tylko na samą nazwę artysty,a już wiadomo,jaki będzie klimat i atmosfera podczas słuchania.Tego się nie zapomina.
23.00 - 0.00 Andy Moor(Wielka Brytania)

Przed samym momentem kulminacyjnym czyli występem Armina Van Buurena,swoje 60minut odpalił kolejny artysta z Wysp - Andy Moor.Jak się potem okazało,set ten,był po prostu bezapelacyjnie najlepszy tej nocy i nie tylko według mnie,ale podobał się najbardziej znacznej większości zgromadzonych tej nocy i o tej godzinie,klubowiczów.Kojarząc tego artystę,nie było chyba osoby,która nie znałaby magicznego vocalu Meighan Nealon w "Faces".Inaczej chyba nie mogło wyglądać otwarcie w jego wykonaniu.Było jeszcze lepiej.Andy postanowił dodać jeszcze do tego "Good Dream" tyDi,robiąc perfekcyjnego mashup'a,na którego wszyscy oszaleli z zachwytu - Andy Moor & Ashley Wallbridge feat. Meighan Nealon vs. TyDi - Faces Good Dream (Andy Moor Mashup).O tym,że sprawne łączenie najznamienitszych trance'owych tracków jest zawsze na topie,można było się przekonać również po następnym sztosie - Rank 1 & Jochen Miller vs. Yuri Kane - The Great Escape Right Back (Andy Moor Mashup)[/b].Technika dobrania repertuaru od samego początku była pierwszorzędna.Dostawaliśmy wszystko,co najlepsze w ostatnich miesiącach,tygodniach i dniach w muzyce trance na bieżąco.Gdzie by nie sięgnąć do jakich statystyk i notowań,to wszystko podsumowywał w swoim czasie zręcznym miksem Brytyjczyk.Największą jednak euforię skomasował we wszystkich Tiesto vs. Lange & Andy Moor & Komytea - Lethal Stadium Four (Gareth Emery Re-Edit).Powoli floor wypełniał się do ostatniego miejsca,gdzie wariacjom muzycznym nie było końca.Chciałoby się,żeby ten set trwał jeszcze......i jeszcze......i jeszcze dłużej.Powiem szczerze,że mi samemu trudno było się otrząsnąć,kiedy ostatnie 3produkcje,śmiało można by nazwać "brilliant trance".Gdzie nie słuchając tej muzyki,to absolutna pierwsza czołówka:mowa tu o See The Sun - Matta Dareya,z Kate Louis Smith,boskim Whiteroom samego Andy'ego w oryginale czy promującym najnowszy singiel rodaka,Bena Golda - Sapphire.Dokładne 60minut upłynęło zdecydowanie zbyt szybko,ale nie zamieniłbym ich z niczym innym tego wieczoru.Dotąd set brzmi mi dumnie w uszach,kiedy odtwarzam lub próbuję wracać do tych momentów chociażby pojedynczymi utworami.Dla mnie bezsprzecznie,na zawsze uśmiechniętego i skorego do żartów Anglika,nie było po prostu mocnych.R-e-w-e-l-a-c-j-a.......pod każdym,muzycznym.....i nie tylko względem.
0.00 - 2.00 Armin Van Buuren(Holandia)

Najważniejszy czas tej nocy(Prime Time)należał oczywiście do samego gospodarza obchodów 450 wydania audycji A State Of Trance - Armina Van Buurena.Dzięki niemu i całej tej otoczce,mogliśmy "na żywo" stać się w jednym czasie częścią tej światowej audycji.Podkreślał to zawsze sam Armin,iż ma wielki sentyment do Polski i zawsze jest mu mile tutaj wrócić,przy każdej okazji.Tym razem była ona na nieporównywalną skalę światową.Wystarczy przypomnieć,że samą audycję,co czwartek słucha kilka lub kilkadziesiąt milionów słuchaczy.Warto również wspomnieć,że polska edycja ASOT 450 miała również inne,ale także wielkie znaczenie dla samego Holendra.Po raz pierwszy światową,ekskluzywną premierę,miała najnowsza kompilacja A State Of Trance 2010.I czego tutaj chcieć więcej.......
Podkreślając właśnie wspomnianą wartość tego albumu,wszystko zaczęło się od jednego z najpiękniejszych,znajdujących się tam właśnie tracków,w postaci monumentalnego intro - Armin van Buuren pres. Gaia - Aisha (Intro Edit).Znając samego Armina i wielką wartość,którą dla niego tworzy i zawsze wspiera,cała nasza publika,czuł się on chyba tego dnia,jak u siebie w domu.O tym,że jego kontakt z ludżmi jest zawsze szczery i niesamowity,wiedzieli zapewne wszyscy Ci,którzy już niejednokrotnie mieli okazję słuchać lub widzieć artystę na żywo.Tworząc wspaniałą atmosferę,nie mogło zabraknąć(tym razem po raz drugi)zawsze nieśmiertelnego Faithless'a - Not Going Home,tym razem w autorskiej wersji.Powiem szczerze,że słuchając akurat tego wykonania dokładnie,troszeczkę pojawiło się tam błędów w kunszcie techniki,co trochę przetrzebiło moje bębenki słuchowe,ale zaraz po tym pojawiła się przepiękna Pandora od Ali Wilsona,co poprawiło i unormowało od razu cały muzyczny charakter seta.Patrząc na samego Armina i jego stały i nieodzowny kontakt z ludżmi,ciężko szukać chociażby drugiego takiego,któremu w naszym kraju wydaje się być tak dobrze.A muzyka.......długo nie musieliśmy czekać na powtórne przypomnienie projektu Gaia,tym razem w swoim magicznym "Tuvan",które tak zelektryzowało wszystkich,na poprzednim występie Armina,podczas Dniu W Parku 2009.Wspominając uczucie magii,to zaraziło ono dosłownie każdego,podczas Armin Van Buuren vs. Cosmic Gate - FAV Rain (Armin Van Buuren Mashup) oraz Alex M.O.R.P.H. - Walk The Edge (Alex M.O.R.P.H. B2B Woody Van Eyden Mix).Ekstaza panująca wtedy na dance floorze i wybuch ogromnej ilości konfetti dały wspólnie coś na miarę muzycznego spełnienia,przez które każdy mógł wyrazić swoje niespełnione jeszcze dotychczas emocje oraz wielką radość.Całe show w wykonaniu "mieszkańca krainy tulipanów" pokazało,ile serca i zaangażowania włożył w to swoją własną osobą do tego stopnia,aby każdy przybyły tego dnia klubowicz,wychodził z uśmiechem na ustach,wspominając to wszystko,czego był częścią właśnie podczas tego spektaklu.Do pełni szczęścia mnie samemu brakowało tzn.kropki nad "i",która jednak pojawiła się,nieco w bardziej zmasteringowanej wersji - Jer Martin vs. Armin Van Buuren feat. Justine Suissa - Ten Minutes With Desire (Armin Van Buuren Mashup).Pozostałych również napewno ucieszyła wersja przeboju,który zna dosłownie każdy,też jednak miała ona swoje nowe,nieznane jak dotąd oblicze lecz przyjemności przy jego wysłuchaniu ani przez chwilę nie zabrakło - Cirez D vs. Armin Van Buuren feat. Sharon den Adel - On Off Love (Armin Van Buuren Mashup).120minut z Arminem było czymś niespotykanie wyjątkowym,jak zawsze podczas jego występu w naszym kraju.Przeżyć te niezapomniane chwile,to było coś naprawdę wspaniałego.
2.00 - 3.00 Markus Schulz(Stany Zjednoczone)

Słuchając niedawno wywiadu z samym Markusem w audycji Euphoria,trochę zdziwiło mnie to,że sam Markus chce nieco zmienić choć trochę swój styl grania na bardziej delikatniejsze rytmy,czego dowodem ma być już niebawem wydana kompilacja "Do You Dream?".Przesłuchując przed samą imprezą kilku pojedynczych tracków z tej propozycji,odniosłem wrażenie,że pan Schulz jest jednak bardzo pewny swego.Mogliśmy tego usłyszeć nieco od początku seta w Hali Stulecia.W wersji intra wybrzmiało delikatne Dark Heart Waiting.Cały czas jednak byłem pewien,że to tylko przygrywka przed mocniejszym akordem własnego występu.Jednak nie tym razem.Widać było,że akurat teraz przyszedł czas na nieco spokojniejsze,ale jakże oczywiście piękne,trance'owe momenty sztuki z USA.Kto słucha na bieżąco setów przesympatycznego Amerykanina lub jest na bieżąco z audycją Global Dj Broadcast,temu nie były obce nutki prosto z Polski.Głównie w wykonaniu olsztyńskich braci Musiał czyli formacji Skytech,których remix do "The Flow" M6 nie da się zapomnieć,po jednorazowym odsłuchu,a także bardziej popularny i tętniący od zawsze tłustymi beatami Comet.Były to najprawdopodobniej jedne z niektórych mocniejszych produkcji.Tak od razu to,co dobre,się nie skończyło.Set Markusa Schulza bez trwałej obecności Rexa Mundiego?!Nigdy.......już nie wspominając,że remix Phynna do "Opera Of Northern Ocean" jest od zawsze,ile razy bym tego nie słuchał do znudzenia,czymś wyjątkowym.Czym jednak bliżej końca,wracało to wszystko bardziej do swojej pierwotnej,delikatnej i wyważonej normy.Breathing - Rank1 oraz Dark Heart Waiting po raz kolejny(tym razem w wersji bardziej klubowej) było swoistym pożegnaniem tego wieczoru.Wspominając wcześniej o tym,że Markusa łatwiej zawsze było rozpoznać po nieco mocniejszych sztosach,można powątpiewać i oceniać,że "czegoś" w tej muzycznej,60minutowej wycieczce z muzyką trance,podczas seta Markusa zabrakło..........zawsze jest jednak to "ale"......być może sam zainteresowany tak,jak to wyraził w swojej najnowszej kompilacji,chce nieco zwolnić i przekazać siebie na nowo,z nieco odmienioną,ale zawsze oddaną sercu do gatunku "trance",duszę.To już musimy odgadnąć my sami,pielęgnując dalej wizerunek artysty ze Stanów Zjednoczonych na bieżąco.Do jednego zawsze będziemy jednak zgodni,Markus był i zawsze będzie oddany swojemu gatunkowi,a lekkie wyważenie klimatu i nastroju w nim,napewno nie zmieni jego samego jako artysty i osoby.Markus Schulz troszeczkę zwolnił,ale zrobił to w tak wspaniałym stylu,że nie można przestać go szanować.Dalej jest ikoną tego muzycznego gatunku.
3.00 - 4.00 Sied Van Riel(Holandia)

"In Riel People Know" nastąpiło punktualnie o godzinie 3.Tutaj satysfakcja wrażeń mogła być gwarantowana od samego początku.Wystarczy przypomnieć tylko występy tego artysty w naszym kraju i zawsze pozytywne opinie po jego secie,gdzie nawet zdarzało mu się niekiedy przyćmiewać muzycznie,nawet same,wielkie gwiazdy muzyki elektronicznej(np.pokazał klasę występem na jednej imprezie z samym Tiesto,w ubiegłym roku w Stoczni Gdańskiej.Zaczęło się fantastycznie od samego Sandera Van Doorna - Daisy.Stylowo,z umiarem,tak było do momentu M.M.E..Dzięki tej produkcji,już jakiś czas temu,udało mi się poznać charakterystykę artysty,jakim niezwłocznie jest Sied Van Riel.Po dotąd słyszanych setach,wydawało mi się,że akurat tego kawałka nie może w żadnym secie tego pana zabraknąć.Dostając jeszcze "na dokładkę" Trinity - Ummeta Ozcana,więcej do szczęścia nie było już potrzeba.Sied nie szczędził również typowych,fantastycznych vocali - Anton Firtich feat. Victoria Mazze - Meant To Be Free.I jak tu nie być usatysfakcjonowanym,widząc tak grającego za każdym razem w naszym kraju,tego znamienitego Holendra.......co jak co,ale,że na sam koniec usłyszę po raz kolejny,jeszcze wspanialszy remix,od wcześniej wspomnianego Phynna,tego już się nie mogłem i chyba nigdy bym nie spodziewał - Mike Foyle pres. Statica - Deadly Nightshade (Phynn Remix).Tym bardziej,po którymś już z kolei występie słyszanym na żywo,jeszcze bardziej nie mogę się doczekać,nadchodzącego wielkimi krokami,albumu wydanego przez tego pana.Nie wspominając o tym,że Sied Van Riel,będzie dla mnie zawsze mile widziany po raz kolejny z wizytą w naszej,nawet nie muzycznej ojczyżnie.
4.00 - 5.00 Sebastian Brandt(Szwecja)

Przedostatni występ mógł być dla wielu niewiadomą.Ostatni raz Sebastian pojawił się w Polsce,w bydgoskiej Hali Łuczniczka,na enTrance 2007.Na 450 edycji obchodów A State Of Trance,zastąpił wskutek przeniesienia imprezy duet Cosmic Gate.Nie był on jednak anonimowym artystą.Stworzenie nie tylko z okazji święta audycji Armina,kawałka "450",który można było nawet nieoficjalnie uznać za hymn tej imprezy,to tylko jedne z najnowszych dokonań Brandta.Nie inaczej mógłby zacząć się ten set,jak od samego standardu.450 usłyszeliśmy najpierw w klubowej wersji,a potem w oryginale.Powiem tak:tak miało być.A z każdą minutą było jeszcze lepiej - Signum - First Strike (Original Mix) oraz najnowszy "Tune Of The Week" ASOTa - Masoud - Blinded,z porywającym,kobiecym głosem Laurie.Ja jednak oprócz "450",najbardziej czekałem na 11Days w remiksie Brandta i.......się nie przeliczyłem,dostając to,co najlepsze,przed samym końcem upływających 60minut Szweda.Nie marząc nawet o tak mocnej końcówce,dla odmiany w angielskim wydaniu - Greg Downey & Bryan Kearney - Acid Show.Artysta,na którego najbardziej czekałem,nawet i po zmianie line-up'u........nie zawiódł mnie ani trochę.Po wspomnianym wcześniej Andy'm Moor'ze,był on dla mnie pierwszorzędny i po prostu "The Best".
5.00 - 6.00 Nitrous Oxide(Poznań,Polska)

Ostatnim akordem na polskiej edycji ASOT 450,był tak długo przez wielu oczekiwany występ Polaka,a dokładniej Krzyśka Prętkiewicza a.k.a.Nitrous Oxide.Dość nieoczekiwanie z samym momentem imprezy,zbiegła się już w jakiś sposób wydana niedawno,premierowa płyta - "Dreamcatcher".Grzechem byłoby nie odświeżyć wcale produkcji z tego krążka.I tak dane nam było usłyszeć piękną Aneym w "Far Away" czy samo autorskie,tytułowe Dreamcatcher.Publika,choć już o tej porze w mniejszym stopniu,ale cały czas nie dawała wytchnienia swoim muzycznym aspiracjom.W moim mniemaniu nie była planowana od początku do samego końca,ta muzyczna podróż z Krzysztofem.Jednak po odsłuchaniu "life" najnowszego "Dreamcatchera",chęć usłyszenia tych kawałków na samym evencie,była tym razem większa i powiem więcej.......bawiłem się po prostu świetnie do ostatniego,wybrzmiałego beatu i dżwięku.Świetnie było po raz kolejny usłyszeć na wielkim,polskim evencie i do tego trance'owym,ponownie polskiego artystę.Bo jak mówią i jest w tym duża garść prawdy:"dobre,bo.......polskie".
Obchody 450 wydania,autorskiej audycji Armina Van Buurena - A State Of Trance,przeszły do historii.Polska edycja była największą,najdłuższą i dla wielu,pewnie najlepszym epizodem,spośród 5wybranych imprez.Nie mamy się czego wstydzić,nasza edycja wypadła pod każdym względem wspaniale.Polskie realia są takie,jakie są i jak narazie,na takie warunki wypadamy wręcz doskonale.10godzin najlepszej muzyki trance,dało chyba wielu ostateczną odpowiedż,że choć,jak wspominają o tym wszyscy......zwalniamy i nie tylko tempo muzyczne,to muzyka trance cały czas ma się dobrze,a nawet wręcz bym powiedział wybornie.Kto był uczestnikiem polskiej edycji ASOT 450,prawdopodobnie zgodzi się ze mną w 100%.Cotygodniowy epizod i całą audycję A State Of Trance z samym Arminem,można w pewien sposób odnieść,jako najzagorzalszych ambasadorów tego gatunku i nurtu.Organizacyjnie wcale nie odbiegamy również od standardów europejskich.Cała oprawa i widowisko polskiego eventu było jak na najwyższym poziomie.Spokojnie można będzie i to już teraz uznać,za najlepszy,trance'owy event roku.A co dla fanów Armina i jego audycji?!........spotykamy się zapewne,jak co każdy czwartek,o tej samej porze.Sam Armin już latem ponownie w Polsce,a potem.......chyba jeśli doczekamy się kolejnej,już wtedy 500 wydania audycji A State Of Trance,ale jeszcze wcześniej.......spotykamy się na Armin Only.
"Bo trance nie tylko cieszy, bawi i porywa do tańca, ale także wzrusza do łez, pobudza do marzeń. Ta muzyka pozwala zatrzymać czas. Przenosi nas w ten drugi świat - bez trosk i problemów, gdzie nasze emocje biorą górę i tak na prawdę liczy się tylko ta chwila".

Relację z A State Of Trance 450 Polska sporządził Ariel Poślednik + zdjęcia Zbigniew Sosiński.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści bez zgody autora ZABRONIONA !!
enTrance 2010 Main Stage vol.7 - Jonas Stenberg - enTrance 2010
enTrance 2010 Main Stage vol.6 - Terry Ferminal pres. Mark Sinclar - enTrance 2010
enTrance 2010 Main Stage vol.5 - Jochen Miller - enTrance 2010
enTrance 2010 Main Stage vol.4 - Rank 1 - enTrance 2010
enTrance 2010 Main Stage vol.3 - Wippenberg - enTrance 2010